Raport po półmetku

Z punktu widzenia niemieckiego sprawy mają się cokolwiek inaczej, niż nam historycy, a właściwie propagandziści, od 70 lat wkładają do głowy.

Otóż po pierwsze, nie jest prawdą, że Hitler był polakożercą i takąż politykę wobec Polski prowadził. Jedną z pierwszych decyzji führera po objęciu rządów było zerwanie współpracy z Sowietami: misje zostały odwołane, fachowcy powrócili do kraju. Wojna z Sowietami była, w polityce i retoryce Hitlera, numerem 1 w „rozkładzie jazdy”. A więc nie wojna z Polską ani z Francją. Co więcej, nawet podbój całej wschodniej Europy nie rozwiązywał problemu Lebensraum dla Niemców. Dalej, podstawowa przesłanka była taka, że warunki tylko w Europie wschodniej pozwalają na wojnę dynamiczną, na zachodzie wojna z konieczności musiałaby być statyczna, jak w poprzedniej wojnie. Słusznie czy nie, ale taki był sposób rozumowania. I taki był rozkład jazdy aż do lata 1939. Ktoś spyta: w jaki sposób? Przecież Niemcy nie graniczyli z Sowietami. Otóż założenia niemieckie były takie, że niezależnie od postawy Polski, którą poszczególni dygnitarze usiłowali urabiać do swoich planów, Niemcy zaatakują kraje bałtyckie traktując Prusy Wsch. jako odskocznię w trzech celach: a) stworzenie podstawy wyjściowej dla północnego ramienia kleszczy (kierunek na St. Petersburg i Moskwę), b) zabezpieczenie żeglugi na Bałtyku (m.in. szwedzka ruda), c) zamknięcie sowieckiej floty w Zatoce Fińskiej.

Drugie, południowe ramię kleszczy miało ruszyć z Rumunii w kierunku Kijowa. Rola Polski? Jeżeli pójdzie na alians z Niemcami, to tym lepiej, to oznacza 50 dywizji ekstra. Jeżeli pozostanie neutralna, to też dobrze, bo osłoni skrzydła. Czy to jest jasne? Hitler nie zakładał czynnego wystąpienia Polski po stronie Niemiec w wojnie z Sowietami; gdyby tak się stało, byłaby to dodatkowa „premia” dla Niemców. I w tym sensie Niemcy urabiali nasze sfery rządowe, co najmniej od stycznia 1935, kiedy miała miejsce pierwsza wizyta „polowanna” Hermana Goeringa w Polsce. Co ciekawe, obowiązki gospodarza w Białowieży pełnił gen. Sosnkowski, inspektor Armii Polesie!!!! Od tego czasu Goering odwiedzał Polskę co roku aż do zimy 1939. Bywał Hans Frank, a nawet Heinrich Himmler. O czym rozmawiano przy bigosie i grzańcu, można się domyślać. Gorącym orędownikiem włączenia Polski w plany antysowieckiej był Alfred Rosenberg oraz wielu wyższych wojskowych, którzy podczas poprzedniej wojny byli zwykłymi oficerami i świeża była dla nich pamięć braterstwa broni z polskimi kolegami. Generał Bodenschatz, adiutant Goeringa, jeszcze w maju 1939 ostrzegał polskiego attache w Berlinie, płk Szymańskiego, co może się stać.

Dlaczego Gdańsk i dlaczego Korytarz pojawiły się w postulatach niemieckich jesienią ’38? Przyczyna jest prosta: jeśli Prusy Wsch. mają być odskocznią, musi być poprawiona komunikacja tej prowincji z Rzeszą. Drugi kierunek, rumuński, zawierał, jako sine qua non, Anszlus i zajęcie Czechosłowacji. Tymczasem inicjatywa węgierska pokrzyżowała Hitlerowi szyki. Wspólna granica polsko-węgierska była z pewnością dla nas korzystna, ale Hitlerowi komplikowała zadanie.

Dlaczego Hitler zdecydował się zaatakować Polskę, czego w ogóle nie zamierzał? To jest bardzo dobre pytanie! Tym lepsze, że Hitler wkrótce po wrześniu 1939 powiedział do generałów: „Musiałem być idiotą, że zaatakowałem Polskę”. To był skutek, tak na 99%, wojny nerwów z lata 1939, którą perfekcyjnie rozegrał Stalin.

Otóż „kamień obrazy” Hitlera wobec Polski nie polegał na tym, że ta poprzez swoje władze odrzuciła postulaty i propozycje Hitlea. Führera zadowoliłaby polska neutralność!!! Hitler wpadł w furię z tego powodu, że Polska przeszła do wrogiego obozu mimo tylu zachodów i paroletniego urabiania. Po prostu, wzięła za dobrą monetę gwarancje brytyjskie. (Hitler marzył o koalicji brytyjsko-niemiecko-polsko-japońskiej przeciwko Sowietom. Marzenie nie było idiotyczne, znaczna część brytyjskiego establishmentu chętnie by na to poszła zostawiając Francję swojemu losowi).

Ale sprawa niemal do samego końca nie była przesądzona. To znaczy klamka zapadła w momencie, gdy Ribbentrop poleciał do Moskwy. Po co? O tym za chwilę.

Czas rozwiać jeszcze jeden mit, mianowicie ten związany z „Fall Weiss”. Mówi się, że Hitler wypowiedziawszy pakt o nieagresji (28. kwietnia 1939) kazał opracowywać plan agresji na Polskę z terminem wykonania od 1. września. To jest i prawda, i nieprawda zarazem. Po pierwsze, to był jeden z około 10 planów na różne okoliczności: 1) przeciwko Sowietom z Polską, 2) przeciwko Sowietom bez Polski, 3) przeciwko Francji („Fall Rot”), 4) przeciwko Polsce i Sowietom jako sojusznikowi Polski itd. Wcześniej już istniał plan zwany „Fall Ost”, plan działań obronnych przeciwko Polsce. Dziwnym trafem główne linie obrony były akurat tam, skąd we wrześniu 1939 wyszedł główny kierunek ofensywy. Czyli plan ofensywy przeciwko Polsce był jedną z opcji, na wypadek…

Dlaczego Niemcom tak bardzo zależało na Polsce? Z prostego powodu! Oni bardzo starannie przestudiowali przebieg poprzedniej wojny oraz wojny polsko-bolszewickiej; dwugłos Piłsudski-Tuchaczewski na ten temat został w Niemczech bardzo starannie przetłumaczony i wydany! U Niemców Marszałek cieszył się dużą estymą. Otóż sztabowcy niemieccy łatwo zauważyli, że w poprzedniej wojnie wyparcie wojsk carskich z „polskiego balkonu” zajęło trzy lata. W razie udziału Polski przeciwko Sowietom ofensywa startowała znad Zbrucza i Dźwiny. Już z tego punktu widzenia patrząc pakt Ribbentrop-Mołotow wiązał się z bardzo wysoką ceną, jaką Hitler musiał zapłacić Stalinowi za podpis. Sowieci zajęli tereny wschodnie Polski tracąc ~1 tysiąca ludzi. Niemcy, aby je odzyskać w dwa lata później, stracili 200000 ludzi. Zabrakło sił na decydujące uderzenie. Dlaczego zatem Hitler poszedł na ten pakt? To jest bardzo dobre pytanie! Przesądziły o tym względy gospodarcze i chęć uspokojenia konserwatystów w armii, dyplomacji i przemyśle oraz niedopuszczenie do sojuszu ZSRR-Zachód (+Polska). Ale rachunek okazał się bardzo wysoki, bo to teraz Stalin był rozgrywającym, o czym Hitler bardzo szybko się przekonał: nic nie wyszło z polskiego „państwa szczątkowego”, co było zamiarem Hitlera. Stalin nie chciał o tym słyszeć.

I jeszcze dwie rzeczy: w rozgrywce mieliśmy dwóch cichych sojuszników, Włochów i Japonię, którzy starali się łagodzić sytuację. Druga sprawa: opublikowane w 1955 r. pamiętniki Maksima Litwinowa zawierają niesprawdzalną wzmiankę, że w polskim MSZ siedział sowiecki agent. Stąd Sowieci wiedzieli o próbach Goeringa i innych urobienia Polski.

Wiadomość jest nie do sprawdzenia, ale prawdopodobna: Tadeusz Kobylański, a może Mirosław Arciszewski. A może jeszcze ktoś inny?



Socjaldemokracja to nie jest socjalizm plus demokracja. To jest kapitalizm plus lęk przed socjalizmem.

Krzysztof Mroziewicz